czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 3

-Wstawaj Hazz.-usłyszałem rozbawiony głos Lou. Mieliśmy dziś iść na jakiś występ. O ile się nie mylę, do teatru. A ja nie chciałem wstać, bo wczoraj siedzieliśmy z Lou do 3 w nocy, a jest 6. Zdecydowanie 3godziny spania mi nie wystarczają.
-Podnieś.-wyciągnąłem przed niego dłonie. On zamiast je złapać pociągnął mnie za nogę.-Hi!-krzyknąłem gdy spadłem z łóżka.
-Ooops!-powiedział Lou.-Cała przyjemność po mojej stronie.-dodał po chwili szczerząc się.
-Zabije-warknąłem, a on wybuchnął śmiechem. Ignorując go wstałem. Wziąłem czystą bieliznę, ubranie i poszedłem do łazienki. Założyłem białą koszulkę z napisem „Love Is Equal" i czarne spodnie z dziurami. Jako dodatek założyłem naszyjnik z papierowym samolocikiem. To był prezent od Tommo. Znaliśmy się już jakieś cztery dni i bardzo się polubiliśmy. Niektórzy nazywają nas Larry'm. Prawie zapomniałem! Założyłem też kilka bransoletek na lewą rękę …z pewnych powodów ją tam noszę. Fryzurę zostawiłem w artystycznym nieładzie. Nie mam pojęcia czemu, ale laski no i chłopacy, na to lecą. Przejrzałem się ostatni raz w lustrze i wyszedłem. Lou siedział na łóżku.
-Idziemy?-zapytałem on spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałem łzy. Zatkało mnie.-Skarbie co się stało?-od razu znalazłem miejsce obok niego. Pocierałem ręką jego plecy by się uspokoił.
-Dzwoniła moja mama i powiedziała, że Lottie jest w szpitalu.-kiedy to mówił jeszcze bardziej się rozpłakał.
-Ale co jej się stało?-dopytywałem się.
-Ona jest w ciąży i ma jakieś problemy, bo często boli ją brzuch i może poronić.-teraz łzy lały się z jego oczu jak woda z wodospadu.
-Kochanie wszystko będzie dobrze.-nie wiedziałem co zrobiłem. Po prostu pocałowałem go. Podniosłem jego podbródek i pocałowałem jego usta. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili sam mnie pocałował.
-Kocham cię.-powiedział, ale to nie brzmiało jak zwykłe przyjacielskie słowa.
-Chodź.-pociągnąłem go za rękę by wstał. Ignorowałem to co przed chwilą się wydarzyło i wytarłem dłońmi jego łzy.-Będzie dobrze.-przytuliłem go.
-Obiecujesz?-Ehh czuję się jak mama i syn.
-Obiecuję Louis.-oby nic jej nie było, nie chcę wiedzieć co mi zrobi gdy złamię tę obietnicę.
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy na hol, gdzie byli już wszyscy prócz nas.
-Nasza spóźnialska dwójka, no w końcu!-powiedziała Perrie podchodząc do nas.-Płakałeś?-zmartwiła się widząc Louis'a.
-To wy sobie pogadajcie.-wskazałem ręką na Zayn'a.
-Nie muisz-uśmiechnęła się blondynka.
-Ale dawno nie rozmawialiśmy wiesz…-podszedłem do Zena.
-Siema stary-uścisnęliśmy dłonie w przyjacielskim geście.
-Przeleciałeś go?-zapytał całkiem poważnie.
-Przpraszam bardzo, ale co?!-krzyknąłem aż wszyscy się obejrzeli.
-Wyluzuj. Widzę jak na niego patrzysz.
-Mylisz się, mylisz Zayn.
-Boisz się, przyznaj, Louis ci się podoba!-cztery ostatnie słowa specjalnie wypowiedział głośniej.
-Nie rób mi tego, jesteśmy przyjaciółmi!
-To nie kłam. Proste!
-Ale kiedy to nie jest prawda!
-To jest prawda!
-Zejdź mi z oczu!
-Nie masz jaj Harry, nie jesteś już taki jak kiedyś jesteś nikim.-jesteś nikim-to utknęło w mojej głowie. Chciałem go uderzyć, ale on złapał moją rękę.-Znam cię na wylot.-powiedział głosem pełnym jadu.
Tyle razy słyszałem jak pewna osoba w moim życiu ciągle wmawiała mi, że jestem nikim. Śmieciem, niepotrzebny na tej planecie. Do czasu…wróciłem do Lerrie.
-O czym rozmawialiście? Zayn chyba się wkurzył.-powiedziała Perrie wskazując palcem na chłopaka kopiącego kosz na śmieci. Ja nie odpowiedziałem tylko kiwnąłem głową.
-Pójdę więc do niego.-powiedziała blondyna.
-Pomiędzy nimi jest jakaś chemia.-powiedział Loulou pocierając dłonią swój podbródek.
-Noo.-uśmiechnąłem się lekko. Widząc jak Pezz go przytula. Może w końcu znajdzie sobie dziewczynę na stałe.  Wtedy przyszedł jakiś męszczyzna, którego wcześniej tu nie widziałem.
-Liam!-krzyknął facet, z którym mieliśmy iść do tego teatru.-W końcu!-spojrzał na niego spod byka.
-Przepraszam, ja znalazłem małego kotka na ulicy i jechał samochód no i złapałem go, bo tak to on by go przejechał…-blablabla zaczął mówić.
-Moi drodzy idziemy więc do teatru.-powiedział pan Collins wymachując dłońmi.-Tylko Harry, Zayn proszę bez wygłupów jasne?!-powiedział uniesionym głosem.
-Prosić to pan może o loda!-powiedział mulat, a wszyscy wybuchli śmiechem. Wszyscy prócz mnie. Ja może tylko lekko się uśmiechnąłem. Dobraliśmy się w pary, ja z Louis'em, przed nami Perrie i Zayn, a za nami byli Barbara i Niall, których z Lou niedawno poznaliśmy i polubiliśmy.

Nie wiedziałam jak zakończyć...

Rozdział 4

Byliśmy właśnie w teatrze. Siedziałem obok Tommo, który pocierał moje kolano. Jego ręka była raz bliżej mojego kolegi, a raz na kolanie. I co dziwne podobało mi się to, ale już dawno odkryłem, że jestem biseksualny. Nie wiem jak z Louis'em jeżeli on jest heteroseksualny, to ja nie chcę go wciągać w to gówno jakim jest odmienność. Nie chcę aby on cierpiał tyle ile ja. Nie chcę by czuł taki lub gorszy ból niż ja. Nie chcę. Po prostu postaram się zrobić wszystko by się mu oprzeć, ale gdy tylko patrzę w jego oczy zapominam o wszystkim i chciałbym zrobić z nim to tu i teraz. Właśnie jakaś dziewczyna śpiewała utwór Seleny Gomez Who's Say's. Nic ciekawego jak dla mnie. Zachciało mi się pospać. Ziewnąłem i odchyliłem głowę do tyłu. Wtedy Louis położył swoją głowę na moją pierś.
-Louis.-zachichotałem i odsunąłem się by zabrał swoją głowę. W jego oczach zauważyłem lekki smutek. Natychmiat gdy wyczułem, że jest smutny odwrócił swój wzrok. Nie chciał na mnie patrzeć.

*

Byliśmy właśnie na zajęciach z muzyki. Pan Collins opowiadał nam, o osobach, które śpiewały wczoraj w teatrze. Nic ciekawego. Wyciągnąłem słuchawki , włożyłem do uszu i puściłem jedną z piosenek zespołu Coldplay. Po paru minutach Zayn szturchnął mnie w ramienie i kazał zdjąć słuchawki.
-A teraz macie za zadanie napisać na jutro piosenkę. Nieważne , o czym , ale ważne żeby wyrażała uczucia do pewnej osoby ważnej w waszym życiu lub PocztowkiDzwiekowe prostu żeby opisywała wasze życie.-zakończył. Pozwolił nam wyjść. Wiedziałem, od razu wiedziałem, że napiszę dla Louisa o nim. Bardzo go polubiłem, a, że jestem biseksulany…no wiadomo. I tak nikt się nie dowie, że o niego chodzi. Od razu poszedłem do naszego pokoju, wziąłem mój zeszyt z piosenkami, długopis i moją przyjaciółkę, którą nazwałem Lily do łazienki. Zamknąłem drzwi na kluczyk i ześlizgnąłem się powoli na plecach. Kiedy byłem na ziemi płakałem, pisałem, krzyczałem , aż w końcu dotchnąłem Lily. Przycisnąłem delikatnie palcem by poczuć jak ostra jest. Później przyłożyłem metal do dłoni i przesunąłem, mocno przyciskając do dłoni. Później patrzyłem jak krew zaczyna lać się z mojej ręki. Rozpłakałem się jeszcze mocniej. Nie obchodziło mnie, że moje wycie mogą słyszeć sąsiedzi z innych pokoi. Po prostu głośno płakałem, nie ukrywałem tego co czuję. Od tam tego nieszczęsnego wydarzenia codziennie mam chwile takiej słabości. Kiedy po paru minutach krew leciała jak rwąca rzeka postanowiłem włożyć ją pod zimną wodę, a potem obwinąć ręcznikem. Przycisnąłem trochę i trzymałem tak parę minut. Kiedy było już po wszystkim dokładnie sprawdziłem czy nie pozostały jakieś ślady po krwi. Byłem bardzo zmęczony i przez to, że troszkę się wykrwawiłem czułem się słabo. Mimo wszystko byłem dumny z siebie, ponieważ napisałem tę piosenkę! Schowałem zeszyt pod łóżko, a sam położyłem się na nim i zasnąłem.

                        ~*~
Wróciłem do naszego pokoju. Po zajęciach muzycznych byłem u Perrie i Zayn'a w pokoju. To znaczy u Perrie, ale jak zwykle przesiadywał tam Zayn. Pomiędzy nimi naprawdę coś jest. Dłużej nie myśląc o ich uczuciach do siebie poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i gdy wychodziłem zauważyłem kartkę. Kiedy ją podniosłem okazało się, że to pamiętnik Harry'ego, ponieważ na okładce napisane było Hazza. Postanowiłem, że go przeczytam, ale to jutro rano, bo teraz jedyne o czym marzę to sen. Obserwowałem twarz mojego aniołka. Wyrażała ona zadowolenie i spokój, a jego usta urofmowały się w dziubek. To takie słodkie. Zasnąłem.

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 2

Obudziłem się. Poczułem ból nogi. A dokładnie, to kostki. Otworzyłem oczy i po mojej prawej stronie zobaczyłem Louis'a, który leżał na łóżku. Zgaduję, że jego łóżku. To znaczy, że mamy razem pokój?
-Nie śpisz?-wstał, podszedł i usiadł po lewej stronie łóżka.
-Nie.-powiedziałem wpatrując się w jego twarz. On ma w sobie to coś, przez co nie mogę oderwać od niego swojego wzroku.
-Jeśli chodzi o nogę, to była tu pani Collins i powiedziała, że to nic poważnego.-dopiero wtedy zauważyłem, że moja kostka jest zabandażowana.-dwa, trzy dni poleżysz i będzie dobrze.-znów spojrzałem na niego. Był lekko uśmiechnięty.
-Mamy razem pokój tak?-powiedziałem wskazując głową na rzeczy, które leżały na drugim łóżku. Nie należały one do mnie.
-No tak.-odpowiedział Tommo. Tak, pozwoliłem go sobie tak nazwać.-Skoro ja nie mam nic do roboty, a ty to już na sto procent.-zatrzymał się i śmiesznie poruszał brwami-Może pogramy w 5 na 5 pytań?-spojrzał na mnie miną szczeniaczka. Nie byłem już na niego zły. Cieszyłem się, że ma ze mną pokój. Zastanawiam się tylko, czemu chce się czegoś o mnie dowiedzieć?
-Jasne.-po chwili przypomniałem sobie, że jest on obok.-Zacznij-dodałem po chwili. Usiadłem na łóżko, opierając się łokciami, by mieć lepszy widok na mówiącego chłopaka.
-Ile masz lat?-L
-17, masz rodzeństwo?-H
-5 sióstr i dwóch braci. Jak mają na imię twoi rodzice?-L
-Mama ma na imię Annie, a tata nie żyje. Miał na imię Mark.-powiedziałem lekko zachrypniętym głosem. Nie chciałem się przy nim popłakać. Starałem się z całych sił by tego nie zrobić.

***
Czas miło mijał w towarzystwie Louis'a. Jeszcze jakiś czas pytaliśmy się. Na szczęście Boo nie poruszył tematu mojego taty i byłem mu za to wdzięczny. Właśnie była pora obiadowa, Lou powiedział, że przyniesie mi obiad. Wyszedł z pokoju, a ja zostałem sam. Spojrzałem w kąt pokoju, gdzie leżała moja gitara. Miałem ochotę na niej zagrać. Jednak nie wiedziałem jak ją sięgnąć. Wszystko przez tę kostkę! Obok mojego łóżka stał parasol. Postanowiłem spróbować nią sięgnąć ją. Wziąłem ją w dłoń, przesunąłem się na konieć łóżka, wyciągnąłem rękę jak najdalej mogłem i…i złapałem ją końcem parasola. Złapałem ją w dłoń i wróciłem na swoje miejsce. Oparłem się plecami o zimną ścianę, aż przeszły mnie dreszcze, ale nie zwracałem na to uwagi. Zacząłem grać i nawet nie wiem kiedy zacząłem śpiewać.

Tell me with your mind, body and spirit
I can make your tears fall down like the
showers that are British
Whether we’re together or apart
We can both remove the masks and admit we
regret it from the start

If you’re pretending from the start like this,
With a tight grip, then my kiss
Can mend your broken heart
I might miss everything you said to me
And I can lend you broken parts
That might fit like this
And I will give you all my heart
So we can start it all over again?

Sam napisałem tę piosenkę. Jest taka smutna. Kocham smutne piosenki, one tak bardzo do mnie pasują. A samym śpiewaniem wyrażam to co czuję. To samo robię tańcząc. Nauczyłem się tego od Zayn'a. To on powiedział, że nie powinienem zastanawiać się nad ruchami, tylko tańczyć to, co czuję. Nawet nie usłyszałem kiedy Louis wszedł do pokoju, tylko nadal śpiewałem.

And I will give you all my heart
So we can start it all over again?

-Wow.-powiedział.-Masz piękny głos, a ta piosenka.-wskazał na mnie palcem.-Ty ją wymyśliłeś?
-Tak.-odparłem.
-To jest piękne!-krzyknął podekscytowany podchodząc do mnie. 

Loui, Loui już bardziej się przez ciebie zarumienić nie mogę…„